wyobraź sobie...... odcinek 5
autor:
Maciej Tyczyński
![]()
Wyobraź sobie stronę. Wiadomo, stronę można przeczytać, oglądnąć, pokolorować, można iść na stronę. Można też, w przypadku naszych WZtek, ze stroną mieć do czynienia. I pół biedy, jeśli ta strona jest w świecie żywych. Zdarza się jednak, że strona działa na nas z zaświatów.
Otóż stroną, w postępowaniu administracyjnym, jest najczęściej nasz sąsiad. Sąsiedzi/strony mają prawo udziału w postępowaniu urzędowym. Jedną z czynności, jaką sprawdza urząd gminy, po złożeniu przez nas WZtki, jest zasięg oddziaływania naszego domku na okoliczne działki. Potem urząd patrzy, ilu współwłaścicieli mają wyznaczone przez niego działki i już mamy strony. Mogą to być 3 strony, a może ich być 33. Każda z tych osób/stron jest informowana przez urząd listownie, listem poleconym ze zwrotką, o wszystkich twoich planach inwestowania na swojej działce. Wszystkie strony mają prawo wglądu w dokumentację twego wniosku, oraz prawo do odwoływania się i zaskarżania decyzji pozwalających ci na twoje plany.
Właściwie odkąd złożyłeś swój wniosek o WZtkę, nie pozostaje ci nic innego jak cierpliwie czekać. Pierwsze wezwanie, właściwie WEZWANIE, do uzupełnienia wniosku dostaje się po około miesiącu i ma się na odpowiedź 7 dni. Zwykle okazuje się, że na jakimś kserze nie przybiłeś pieczątki 'za zgodność z oryginałem', lub że podpisałeś się czarnym długopisem - bardzo podejrzany kolor. Urząd może powziąć wątpliwości czy dany dokument, podpisany czarnym kolorem, jest oryginalny. Gdyby nie fakt, iż widziałem jak się sprawdza oryginalność takiego podpisu, to bym opowiadał tę historię, jako anegdotkę. Ponieważ jednak widziałem, to metodę podaję dalej, może się komuś przyda. Mianowicie należy polizać palec i rozmazywać podpis. Jeśli się podpis rozmaże, to jest to oryginał, jeśli nie, to kopia, a kopii nie lubimy.
Kiedy już wszystko jest na niebiesko i oryginalne, lub odpowiednio popieczętowane, wówczas otrzymujesz kolejne pismo, powiadamiające, iż wniosek wpłynął i jest rozpatrywany. Po tym piśmie, znów możesz tylko cierpliwie czekać lata, kiedy to po 6-ściu miesiącach dostaniesz swoją WZtkę. Możesz czekać, ale możesz też mieć pecha. Pech, jest to taka sytuacja, gdy jedna ze stron zmarła. W takiej sytuacji szczęście polega na tym, że można łatwo znaleźć spadkobierców i cała procedura opóźnia się tylko o jeden miesiąc. Prawdziwy pech jest wtedy, gdy strona zmarła np. pięć lat wcześniej w Australii. Wiadomo, że istnieją spadkobiercy, ale gdzie i jak się nazywają, tego nawet MSW nie wie. Piszę o MSW, bo przez to ministerstwo gmina szuka spadkobierców.
Na szczęście nam się nic takiego nie przytrafiło, sprawa się toczy, a raczej jest procedowana, a to, że jedna ze stron jednak zmarła wychodzi na jaw dopiero przy ostatnim zawiadomieniu, mówiącym o tym, że WZtka została wydana.
Gdy urząd zamyka sprawę w formie decyzji np. WZ, wówczas taka decyzja musi się uprawomocnić. Polega to na tym, iż wszystkie strony dostają pismo z decyzją oraz warunkami WZtki i od otrzymania tego pisma, mają dwa tygodnie na odwołanie się od decyzji. Jeśli się nie odwołają, decyzja jest prawomocna, jeśli się jednak odwołają, to trzeba jeszcze przeboleć procedurę odwoływania się. Też 4-6 miesięcy.
A co się dzieje, jeśli okaże się w ostatniej chwili, że strona nie żyje? Zmarły nie został skutecznie zawiadomiony o planach naszego domku i cały kołowrót szukania spadkobierców zaczyna się od nowa. A my, niefortunni budowniczy własnych domów, żegnamy gąskę i chyłkiem uchodzimy z ogródka, by w samotności, na stronie, rwać włosy z głowy.
C.d.n.
P.S. Zastanawiałem się, czy i kiedy będzie jakiś efekt pisania mojej opowieści. Zupełnie nieoczekiwanie, przy piątym odcinku taki efekt nastąpił. Pisząc go spaliłem cały garnek leczo.
C.d.n.
Otóż stroną, w postępowaniu administracyjnym, jest najczęściej nasz sąsiad. Sąsiedzi/strony mają prawo udziału w postępowaniu urzędowym. Jedną z czynności, jaką sprawdza urząd gminy, po złożeniu przez nas WZtki, jest zasięg oddziaływania naszego domku na okoliczne działki. Potem urząd patrzy, ilu współwłaścicieli mają wyznaczone przez niego działki i już mamy strony. Mogą to być 3 strony, a może ich być 33. Każda z tych osób/stron jest informowana przez urząd listownie, listem poleconym ze zwrotką, o wszystkich twoich planach inwestowania na swojej działce. Wszystkie strony mają prawo wglądu w dokumentację twego wniosku, oraz prawo do odwoływania się i zaskarżania decyzji pozwalających ci na twoje plany.
Właściwie odkąd złożyłeś swój wniosek o WZtkę, nie pozostaje ci nic innego jak cierpliwie czekać. Pierwsze wezwanie, właściwie WEZWANIE, do uzupełnienia wniosku dostaje się po około miesiącu i ma się na odpowiedź 7 dni. Zwykle okazuje się, że na jakimś kserze nie przybiłeś pieczątki 'za zgodność z oryginałem', lub że podpisałeś się czarnym długopisem - bardzo podejrzany kolor. Urząd może powziąć wątpliwości czy dany dokument, podpisany czarnym kolorem, jest oryginalny. Gdyby nie fakt, iż widziałem jak się sprawdza oryginalność takiego podpisu, to bym opowiadał tę historię, jako anegdotkę. Ponieważ jednak widziałem, to metodę podaję dalej, może się komuś przyda. Mianowicie należy polizać palec i rozmazywać podpis. Jeśli się podpis rozmaże, to jest to oryginał, jeśli nie, to kopia, a kopii nie lubimy.
Kiedy już wszystko jest na niebiesko i oryginalne, lub odpowiednio popieczętowane, wówczas otrzymujesz kolejne pismo, powiadamiające, iż wniosek wpłynął i jest rozpatrywany. Po tym piśmie, znów możesz tylko cierpliwie czekać lata, kiedy to po 6-ściu miesiącach dostaniesz swoją WZtkę. Możesz czekać, ale możesz też mieć pecha. Pech, jest to taka sytuacja, gdy jedna ze stron zmarła. W takiej sytuacji szczęście polega na tym, że można łatwo znaleźć spadkobierców i cała procedura opóźnia się tylko o jeden miesiąc. Prawdziwy pech jest wtedy, gdy strona zmarła np. pięć lat wcześniej w Australii. Wiadomo, że istnieją spadkobiercy, ale gdzie i jak się nazywają, tego nawet MSW nie wie. Piszę o MSW, bo przez to ministerstwo gmina szuka spadkobierców.
Na szczęście nam się nic takiego nie przytrafiło, sprawa się toczy, a raczej jest procedowana, a to, że jedna ze stron jednak zmarła wychodzi na jaw dopiero przy ostatnim zawiadomieniu, mówiącym o tym, że WZtka została wydana.
Gdy urząd zamyka sprawę w formie decyzji np. WZ, wówczas taka decyzja musi się uprawomocnić. Polega to na tym, iż wszystkie strony dostają pismo z decyzją oraz warunkami WZtki i od otrzymania tego pisma, mają dwa tygodnie na odwołanie się od decyzji. Jeśli się nie odwołają, decyzja jest prawomocna, jeśli się jednak odwołają, to trzeba jeszcze przeboleć procedurę odwoływania się. Też 4-6 miesięcy.
A co się dzieje, jeśli okaże się w ostatniej chwili, że strona nie żyje? Zmarły nie został skutecznie zawiadomiony o planach naszego domku i cały kołowrót szukania spadkobierców zaczyna się od nowa. A my, niefortunni budowniczy własnych domów, żegnamy gąskę i chyłkiem uchodzimy z ogródka, by w samotności, na stronie, rwać włosy z głowy.
C.d.n.
P.S. Zastanawiałem się, czy i kiedy będzie jakiś efekt pisania mojej opowieści. Zupełnie nieoczekiwanie, przy piątym odcinku taki efekt nastąpił. Pisząc go spaliłem cały garnek leczo.
C.d.n.
tagi:
Komentarze
zaloguj się aby komentować


