Zielonogórskie winobranie z niemieckim winem
Od bieżącej soboty startuje tygodniowe święto miasta. Na tegorocznym Winobraniu po raz kolejny serwowane będzie wino niemieckie. Lubuscy winiarze, poza dwoma wyjątkami, nie przeszli kołomyi legalizacyjnych procedur sprzedaży wyprodukowanego przez siebie wina. Dlatego poniektórzy winiarze zastosują fortel.
6 tysięcy butelek wina niemieckiego przygotował zielonogórski magistrat na tegoroczne Winobranie: 3 tys. białego i tyleż samo butelek czerwonego trunku. - Uczestnicy święta miasta zapłacą za butelkę 22 zł – mówi Zdzisław Strach, szef Centrum Biznesu, organizator jarmarku winobraniowego. - Będzie też serwowane wino w kubkach, za które zapłacimy od 5 do 7 zł.
Wino rozlewane w kubki w większości będzie pochodziło z Hiszpanii i Chile. - W roku ubiegłym goście Winobrania wypili 4 tys. litrów tego trunku – dodaje szef Centrum Biznesu.
Miasteczko winiarskie składać się będzie z 8 domków winiarskich, lecz jedynie w jednym legalnie będzie można zakupić wino wyprodukowane z zielonogórskich winnic. To winnica „Stara Winna Góra” z Górzykowa, która przebrnęła już w roku ubiegłym korkociąg legalizacyjnych procedur, aby móc w majestacie prawa sprzedawać swoje produkty. Niestety, za oryginalne wino zielonogórskie będzie trzeba zapłacić od 42 do 55 zł za butelkę. Właściciele winnicy za tak wysoką cenę winią wygórowane stawki opodatkowania, z którymi z kolei nie chcą się zgodzić kupujący i inni winiarze.
Pojawił się przy okazji niesmak. Okazało się bowiem, że udało się drugiej lubuskiej winnicy przedostać się przez sito urzędniczych paragrafów i uzyskać zezwolenie na sprzedaż wina. To winnica Pałac Mierzęcin k. Dobiegniewa, która na Winobraniu się nie pojawi. - Przykre to, ale nikt nas nie zaprosił – stwierdza Piotr Stopczyński z winnicy Mierzęcin. - Trudno, obejdzie się bez Winobrania, które, tak prawdę mówiąc, ma niewiele wspólnego z winiarstwem – dorzuca. - Zapraszamy więc turystów do siebie, mogą u nas zakupić o wiele tańsze wino.
Toteż na Winobraniu w większości legalnie zakupić będzie można wino z etykietą „Wino zielonogórskie”, które wyprodukowane zostało w Niemczech. Gatunek wina wybrali sami zielonogórscy winiarze: trunek ten smakiem i jakością jest zbliżony do tego, który jest produkowany na zielonogórskich winnicach.
Część zielonogórskich winiarzy ma zamiar, tak czy siak, sprzedawać swoje wino. Zastosują fortel, który jest stosowany na przykład przez wydawców gazet i czasopism. Będą więc sprzedawać w winiarskich domkach inne produkty, do których dołączać będą jako gratis butelkę wina. - To może być ryzykowne – przestrzega Zdzisław Strach. - Będą pod tym względem kontrole. Sanepid już sobie zawczasu ostrzy zęby.
Ostatecznie zielonogórskie wino będzie można posmakować w specjalnych autobusach, które kursować będą do lubuskich winnic i na sam koniec Winobrania – w trakcie korowodu winobraniowego, kiedy tu i ówdzie częstowani będą przez bachantki widzowie.
Korzeniami obchody Winobrania sięgają XVIII wieku. Według szczątkowego planu miasta z 1807 r., autorstwa kartografa Reichela, winnice otaczały Zieloną Górę ze wszystkich stron. Praktycznie były więc wszędzie. Źródła archiwalne podają, że w 1800 r. ogólny obszar winnic wynosił 715 ha, czyli wówczas 2.800 mórg magdeburskich. I ten stan utrzymywał się ponad 100 lat! Winnice były również w zielonogórskim powiecie. Było to duże centrum winiarskie, z dziesiątkami małych winiarni, a także z kilkoma sporymi firmami znanymi w całych ówczesnych Niemczech.
Historyk miejski Hugo Schmidt ocenił, że w roku 1850 w mieście spisanych było 725 właścicieli winnic. To samo, jakby dzisiaj w Zielonej Górze zajmowało się winiarstwem… 15 tys. mieszkańców!
Komentarze
zaloguj się aby komentować


