Zielonoświątkowcy. Tajemnica cudów ukraińskiego Polesia
![]()
Gdzieś na ukraińskim Polesiu...
Środkiem biegnie droga. Zabłocona, grząska. W zimie skuta lodem, w lecie sucha jak pieprz. Po bokach domy. Stoją ustawione niby w rzędzie. Co jakiś czas jeden z nich, nie wiadomo z jakiego powodu wychyla się przed szereg. Zimno, wietrznie, cicho jak makiem zasiał, tylko z oddali słychać z rzadka ujadające psy. Z prawej strony cerkiew, naprzeciwko sklep. Pod sklepem zataczający się klienci dumnie dzierżący w dłoni flaszki niedopitej horiłki. Wieś -t ypowa ulicówka - gdzieś na dawno zapomnianej poleskiej Ukrainie. Typowa… z pewną jednak różnicą…
„Utopił się chłopczyk - syn sąsiada. A jego rodzicie i inni wierni wciąż się modlili. Znaleźli go w końcu w jeziorze. Znowu zaczęli się modlić. I ożył!”- relacjonuje pani Wiera. Pani Wiera posiada niezwykły dar opowiadania wyjątkowych historii tonem aż nadto spokojnym. „On ożył, a inni wyzdrowieli”- podkreśla, jakby to była najzwyklejsza rzecz na świecie. Dziadek Iwan, podobnie - szczerząc swój niekompletny garnitur zębów w dobrotliwym uśmiechu człowieka dużo wiedzącego nakreśla koleje przebiegu swej choroby i późniejszego ozdrowienia. „Lekarze mówili, że nic już nie pomoże, że moje dni są policzone. Modliliśmy się o zdrowie całą noc. Następnego dnia wypisali mnie ze szpitala. Do dziś silny jestem jak byk!” - rozpromieniony, by zademonstrować swoją moc, bije się pięścią w szeroki, lecz z racji wieku trochę już lichy tors. Na ganku przylegającej do Iwanowej chałupy siedzi babcia Ola. Co jakiś czas dorzuca trzy grosze do dziadkowej historii: „A pamiętasz jak Wala, nauczycielka z naszej szkoły, córkę rodziła? Jak mówili, że dziecko nie przeżyje? Ale nawróciła się. Mała biega i skacze po całym domu - a zaklinali się ze chodzić nie będzie…”
Przez postronnych uznawane za cuda, przez miejscowych za codzienność - uzdrowienia za pomocą modlitwy są na Polesiu zjawiskiem częstym. Nie dotyczą jednak wszystkich. Wiera, dziadek Iwan oraz babcia Ola należą podobnie jak spora część mieszkańców wsi takich jak Moroczne, Sernyki, Noworeczyca do wspólnoty zielonoświątkowców - drugiej największej po baptystach protestanckiej grupy religijnej na Ukrainie.
Zwą ich wierojuszczi…
Wierojuszczi, bo tak brzmi ich miejscowe określenie, to spadkobiercy idei pentekostalnych przyniesionych z USA dzięki powracającym do ojczyzny reemigrantom oraz ruchu ewangelicznego powstałego na terenie Rosji w wieku XIX. Na Polesiu pojawili się dopiero w drugim dziesięcioleciu XX wieku. Pierwsze grupy wyznaniowe na terenie ówczesnej Rzeczpospolitej zaczęli organizować w 1919 roku. Po zakończeniu Drugiej Wojny Światowej, granica II RP została przesunięta na zachód, co tym samym sprawiło, że Polesie stało się częścią ZSRR. Ateizm - odgórnie wprowadzona religia państwowa - oznaczał wielkie zagrożenie dla małych grup protestantów. Zaczęły się prześladowania. Burzenia obiektów sakralnych, szykanowanie duchownych i zwykłych wyznawców składają się na obraz tamtego okresu. Najstarsi zielonoświątkowcy wspominają potajemne wieczorne zebrania w domach członków zboru, modlitwy przepełnione strachem przed nagłym wtargnięciem funkcjonariuszy władzy czy próby zastraszania dzieci w szkołach przez komunistycznych nauczycieli. Wielu z nich pamięta utalentowaną młodzież, która z powodu deklaracji wiary miała zamkniętą drogę do dalszego kształcenia. Dopiero rozpad ZSRR jest uznawany, według miejscowych ewangelików, za odzyskanie prawdziwej wolności religijnej. W maju 1990 roku odbył się wszechukraiński zjazd, na którym oficjalnie wznowiono działalność przedwojennego związku zielonoświątkowców. Obecnie na Ukrainie funkcjonuje około 1500 społeczności zielonoświątkowców z 1030 szkołami niedzielnymi.
W północnozachodniej części kraju wsie protestanckie można poznać po tak zwanych domach modlitwy - schludnych, zazwyczaj nowo wybudowanych obiektach - miejscach spotkań wiernych. Jak sama nazwa wskazuje, są to budynki, w których wierojuszczi spotykają się na wspólnej kontemplacji. Podobnie jak członkowie pozostałych wyznań protestanckich wierzą w nieomylność Pisma Świętego, naukę o zbawieniu i usprawiedliwieniu przez wiarę. Tym, co zdecydowanie odróżnia ich od pozostałych kościołów, jest podkreślenie działalności Ducha Świętego, dzięki której wierni mogą zostać obdarzeni mocą tak zwanych charyzmatów. Po nawróceniu i chrzcie w wieku świadomym (polegającym na całkowitym zanurzeniu ciała wiernego w wodzie), Chrzest Duchem Świętym uznaje się za trzeci etap rozwoju duchowego, będący zarazem jego dopełnieniem. Chreszczenie Duchom Swiatym zarówno w nazwie jak i przebiegu zjawiska odwołuje się do dnia Pięćdziesiątnicy opisanego w Nowym Testamencie jako zesłanie Ducha Świętego na Apostołów. I tu tkwi tajemnica zielonoświątkowego uzdrawiania. Mianowicie, pośród różnych mocy takich jak słowo mądrości czy wiary, nowo-ochrzczony może zyskać moc czynienia cudów, proroctwa, mówienia innymi językami oraz wybawiania z choroby…
***
Babcia Ola, dorzucając do pieca zeschnięte gałązki ściętej zeszłego lata jabłonki, snuje wspomnienia z drugiej wojny światowej: „Pewnego ranka Niemcy zebrali wszystkich ze wsi, zamknęli ich w stodole, a szopę postanowili spalić. Między przeznaczonymi na zagładę znalazł się prorok - mała dziewczynka. Nie znała niemieckiego (przecież nie mogła go znać - miała nie więcej jak pięć lat!), ale zaczęła do oficera mówić w jego języku. To Duch Święty ją natchnął i przemówił przez nią. Ocaliła wszystkich. Niemcy nie spalili. Nawrócili się i odeszli…” - staruszka uśmiecha się nad oczywistością zdarzenia i zasypuje kolejnymi historiami…
Ciąg dalszy za tydzień
Tekst i zdjęcia Aleksandra Arcichowska, Redakcja Wschodnia
Przy powoływaniu się na nasze teksty, proszę pamiętać o podaniu autora i źródła. RW
Komentarze
zaloguj się aby komentować


