Mnie trzesieni ziemi zastalo w barze-dyskotece, gdzie poszlismy potanczyc z moim mezem i dwiema takze mieszanymi parami. Wszystko zaczelo sie bez zadnego ostrzezenia, nagle wszystko zaczelo sie gwaltownie ruszac, po kilku sekundach zgaslo swiatlo i bylo slychac tlukace sie butelki. Trwalo to cala wiecznosc i naprawde myslalam, ze wszystko runie i zginiemy pod gruzami. Na szczescie tak sie nie stalo.

Ludzie, o dziwo, byli bardzo spokojni, moze to byl efekt wypitego wczesniej alkoholu. Wydaje mi sie, ze niektorzy nie zdawali sobie zupelnie sprawy z tego, co sie stalo.


Dostac sie potem do domu graniczylo z  cudem. Na ulicach bylo ciemno, zadnych wolnych taksowek, a jesli pojawil sie jakis autobus, to sie nie zatrzymywal. W koncu dotarlismy do glownej ulicy i tam udalo nam sie jeden zlapac. Ulice zaslane byly szklem i gruzami, pelno bylo ludzi, ale zachowywali sie bardzo spokojnie.


W mieszkaniu byl straszny balagan, rzeczy popspadaly z regalow, w kuchni pelno szkla, szafy i szuflady pootwierane i moje koty przerazone pochowane w roznych miejscach, na szczescie cale i zdrowe. Niedlugo wrocil prad, a kilka godzin pozniej mielismy juz telefon i internet.


Generalnie mielismy z tym duzo szczescia, bo wiele z moich kolezanek musialo czekac duzo dluzej na powrot elektrycznosci. Co jakis czas dawalo sie odczuwac wstrzasy, co bylo bardzo nieprzyjemne. Caly czas towarzyszyl mi strach, zeby nie przyszedl kolejny tak silny, jak ten pierwszy.


Potem caly dzien ogladalismy wiadomosci. W Santiago zawalilo sie kilka budynkow, bylo troche innych zniszczen, z tego, co wiem, zginelo ok. 30 osob. W niektorych dzielnicach dlugo brakowalo produ, gazu i wody. W tym momencie ta sytuacja jest juz chyba opanowana (tak mi sie wydaje).


Najgorzej jest na poludniu, gdzie niektore miejscowosci zostaly totalnie zniszczone przez fale, ktora nadesza po trzesieniu. W chwili obecnej oficjalnie mowi sie o 723 zabitych. Ludzie spia na ulicach, w parkach, niektorzy w namiotach, brakuje wody, jedzenia, lekarstw. Oczywiscie, jak to bywa w takich sytuacjach, pojawilo sie mnostwo zlodziei, ba, normalni ludzie sie w nich zamienili. Cale tlumy grabia supermarkety i inne lokale. Oczywscie mozna zrozumiec, ze chca zdobyc zywnosc, wode, pieluchy i inne artykuly niezbedne do normalnego zycia, ale zeby krasc wszystko co popadnie, telewizory, radia itd, to juz jest zwykle przestepstwo. Jest duzo komentarzy na ten temat w TV.


Pewnie moglabym jeszcze wiele napisac na temat tego, co sie tu wydarzylo i dzieje teraz. Niestety brak czasu, nawet na ogladanie dzis wiadomosci, mi na to nie pozwala. Nie posiadam tez zadnych zdjec, ale jak jakies uda mi sie pstryknac, to sie nimi z Toba podziele.

Pozdrawiam serdecznie,

Malgorzata Stankiewicz

1 marca 2010